List 96
- Jun 22, 2020
- 3 min read
10 Czerwiec 2016
Kochany C,
Trochę sobie ostatnio biegam. Nigdy bym nie przypuszczał, że się od tego uzależnię. To tak, jakbym uzależnił się od bólu - nie jestem pięknym biegaczem - wszystko mnie zawsze boli, szczególnie następnego dnia. Ale ciągle biegam. Może to z powodu endorfin? To chyba najlepsze, od czego można się uzależnić w miejscu takim jak to.

Dużo biegam z DJ-em i Andym. Są wspaniałymi kompanami. Andy i ja mamy taki wspólny język, który tylko my rozumiemy - szczególnie, kiedy chodzi o robienie sobie jaj z DJ-a. Nie, żebyśmy to robili w jakiś okrutny sposób, robimy sobie z niego takie oficjalne jaja. On o tym zresztą wie.
Na pewno bieganie z nimi jest fajne. DJ bierze to bardzo poważnie, zresztą chyba ochrzcił się naszym mentorem i trenerem. Ja z Andym nie traktujemy tego aż tak poważnie, ale w sumie ja jestem bardzo wdzięczny DJ-owi za to, że kilka miesięcy temu zaczął ze mną biegać. Pewnie nigdy bym się na to sam nie odważył, gdyby nie on. Zawsze będę mu za to wdzięczny. On o tym doskonale wie.
Wszyscy w trójkę próbowaliśmy wielokrotnie namówić też Steva, żeby do nas dołączył, ale bez rezultatu. Chyba nie jest fanem joggingu. Choć nie, napiszę tak jak jest - Steve jest leniwym grubasem! I wiem, że nie powinienem tak o nikim pisać, ale wkurza mnie fakt, że zawsze nam mówi - "następnym razem z wami biegam" - a kiedy przychodzi co do czego - znika z pola widzenia.
Ucieszyłem się ostatnio, widząc Johna w lepszym nastroju. On tak jak i ja - przechodzi przez takie fale spokoju, a potem totalnej deprechy. Doskonale go rozumiem.
Niedawno rozmawiałem znów z Jermeinem. Opowiadał mi trochę o swoich planach na przyszłość, o tym jak chce otworzyć firmę, która będzie zajmować się kreatywnością. Brzmi fajnie. Mam nadzieję, że wszystkie gwiazdy na niebie ułożą się dla niego pomyślnie i osiągnie swój wymarzony cel. Jermaine wspominał nawet, że miał jakąś wizję, w której widział mnie, jako część jego przyszłego planu. Trochę mnie to rozbawiło.

On będzie deportowany na Jamajkę, a ja wrócę do Polski. Nigdy się nie spotkamy, ani nie porozmawiamy, kiedy już opuścimy to miejsce przecież. Taka jest rzeczywistość. Ludzie mówią tu wiele rzeczy - i oni sami w to nawet nie wierzą. No, ale jeśli los nas kiedyś jeszcze ze sobą połączy - chętnie uściskam mu dłoń.
Jermaine ciągle mi gada o Bogu. W sumie to podoba mi się to, że jest ze mną cierpliwy. I że podchodzi do tematu z dużą dawką zrozumienia dla mnie. Nie jest natarczywy. Nie wiem w sumie, czemu traci na mnie swój czas, jeśli chodzi o Boga - Bóg mnie przecież nawet nie lubi, jeśli istnieje oczywiście. Ale jest między nami coś, co łączy mnie intelektualnie z Jarmeinem i to sprawia, że wysłuchuję tych wszystkich jego wywodów na temat tego pana Boga.
Wczoraj przyjechało sporo nowych więźniów. W większości to młodzi ludzie, tacy gangsterzy - wiesz, ten typ, z którego zawsze się nabijaliśmy razem. Tacy, co tylko w kupie czują się mocni, ale kiedy nie mają swoich kumpli wokół siebie - flaczeją jak balony. Już wielu takich typków tu spotkałem. Z jednej strony, to śmiać mi się z nich chce, ale z drugiej strony to mi ich żal.
Zeszłej nocy znów śniły mi się dziwne rzeczy. Czułem, jak unosiłem się w powietrzu i nagle pod sobą miałem całe galaktyki wypełnione gwiazdami i planetami. Kolory wokół mnie były powalające! I nie czułem nawet lęku wysokości, wiedząc że sobie latam w kosmosie.

I kiedy tak sobie patrzyłem na ten wszechświat dookoła mnie, zauważyłem, że na moich rękach zaczęła pojawiać się jakaś kolorowa farba. Ta farba pulsowała i poruszałą się po mojej skórze. Nie bardzo wiedziałem na co się gapić - na piękno kosmosu czy na moje ręce z "żywą" farbą na nich. I wtedy się obudziłem.
Czy nasze sny w ogóle mają jakieś znaczenie? Czy są tylko zlepkiem różnych rzeczy i myśli, które rejestruje nasz mózg i to wszystko odbija się później w naszej podświadomości - jak w jakimś lustrze? A tak naprawdę, sny nie mają żadnego znaczenia...? Nie wiem.
Pamiętam, jak tobie się coś tam w nocy śniło i jak przewracałeś się z jednej strony łóżka na drugą. Patrzyłem na ciebie, mając nadzieję, że nic złego ci się nie działo wtedy. A jeśli miałeś jakieś koszmary, chciałem, żeby się zaraz skończyły. Zawsze wciągałem cię w swoje ramiona, żebyś poczuł się bezpiecznie - niezależnie od tego, co działo się wtedy w twojej głowie.
Wiesz, mam nadzieję, że dzisiaj śnisz w większości tylko o dobrych rzeczach. I że jest tam ktoś, kto może cię przytulić w swoich ramionach, kiedy przewracasz się na łóżku, kiedy koszmary pukają do twoich drzwi... Wiesz co C? Choć bardzo ciężko mi jest o takich rzeczach pisać, liczy się dla mnie teraz już tylko twoje szczęście.
I wiem, że ja już nie jestem częścią twojego szczęścia.

Na zawsze twój,
Sebastian



Comments