List 95
- May 10, 2020
- 2 min read
6 Czerwiec 2016
Kochany C,

Na przeciwko wejścia do mojego budynku leżał sobie stary liść. Nie wiem nawet czemu go podniosłem i zabrałem ze sobą do celi. Kiedy już byłem w środku i zamknąłem drzwi, zdałem sobie sprawę, jak jasno nadal świeciło popołudniowe słońce, wypełniając promieniami całe pomieszczenie. Było tak widno, że myślałem nawet o tym, aby zaciągnąć zasłony, ale w końcu tego nie zrobiłem.
Położyłem się za to na łóżku i uniosłem liść nad twarzą. Miał bardzo dużo małych dziurek na powierzchni i kilka pęknięć, ale i tak wyglądał zjawiskowo. Trochę jak plasterek szwajcarskiego sera. Umieściłem go tak, aby promienie światła zaczęły przechodzić przez te wszystkie dziurki i utworzyły jakieś ciekawe wzory i kształty na ścianie obok mnie.

Za każdym razem, kiedy poruszyłem delikatnie liściem - kształty światła na ścianie zmieniały się. Przechodziły jeden w drugi, z jednej strony na drugą. Byłem zauroczony tym całym spektaklem - najlepsza rzecz, jaką widziałem od wielu miesięcy. Odwróciłem się na bok, żeby mieć najlepsze miejsce do oglądania tego widowiska. Wszystko to było bardzo inspirujące.
Palcami zacząłem dotykać ściany i świetlistych kształtów, które się tam zaczęły pojawiać. Poczułem ciepło słońca na dłoniach i wydawało mi się, jakby czas stanął w miejscu i nic już nie miało znaczenia.
Zdziwiłem się trochę, kiedy zdałem sobie sprawę, że teraz to ja sam tworzyłem te wszystkie rozświetlone wzory na ścianie - za pomocą swoich własnych palców. Poruszałem nimi w dowolnym kierunku, a słoneczny taniec za nimi podążał...

Oczywiście że tak - palcami wiele razy napisałem twoje imię. Nawet nakreśliłem nimi kształt twojej twarzy, która świeciła na mnie jasno poprzez starą, pożółkłą farbę na ścianie. I wyobraziłem sobie, że puściłeś do mnie oczko i uśmiechnąłeś się. Szybko też odpowiedziałem na to uśmiechem - jakże mógłbym się do ciebie nie uśmiechnąć...? Poczułem się tak cudownie szczęśliwy.
I kiedy tak tkwiłem w tej magicznej chwili, miałem wrażenie, że zacząłem unosić się nad własnym ciałem. Widziałem siebie, leżącego na tym małym, więziennym łóżku, widziałem, jak palcami zmieniałem kształty światła na ścianie i dookoła mnie.
Zobaczyłem, jak światło objęło mnie całego i jak dawało mi swój świetlny, ciepły uścisk. Wyobraziłem sobie wtedy, że to ty mnie tak naprawdę obejmujesz - tak mocno, ale i tak łagodnie zarazem.
Mogłem tak już trwać na zawsze.
Wiesz C, kiedy patrzyłem na to wszystko z góry, zauważyłem, że w rękach nie miałem już tego liścia. Leżał zwinięty na podłodze obok łóżka przy oknie. I przez ułamek sekundy, zdziwiłem się, skąd w takim układzie wzięły się te wszystkie kształty i wzory na ścianie...? Jak to wszystko było nawet możliwe? Przecież to przez te dziurki i pęknięcia na tym liściu, powstało to całe dzisiejsze świetliste przedstawienie...
Wtedy się obudziłem.
Śpij smacznie mój ukochany.
Na zawsze twój,
Sebastian

Comments