List 88
- Sebastian Bauer

- Jan 27, 2020
- 3 min read
11 Maj 2016
Kochany C,
Cóż to był za wspaniały dzień! Słońce eksplodowało nad moją głową! Dane mi było się nim nacieszyć tylko przez godzinę, ale i tak było cudownie. Czułem się tak, jakbym był na jakimś narkotycznym odurzeniu, kiedy ciepłe promienie światła penetrowały moją skórę, tańcząc z atomami na mojej twarzy i na moich dłoniach. Wspaniałe przeżycie. I zupełnie za darmo.

Ostatnio często spotykam tego kolesia Jermaina - przeważnie na deptaku. Wydaje się być bardzo miły i mówi z pewną dawką łagodności w sobie. Podoba mi się to. W większości mówi o Bogu i biblii, co jest dla mnie zupełną abstrakcją... Może kiedyś powinienem namalować taki abstrakt właśnie i zatytułować go "Bóg"? Taka myśl mi teraz przeszła przez głowę.
No nic, Jermaine opowiadał mi również o swoich planach na przyszłość. W sumie, to daje mi jakieś wskazówki na temat tego, co on chce robić po wyjściu stąd. Ma to coś wspólnego z muzyką i modą chyba. Tak mi się przynajmniej wydaje. Ja, w połowie jego opowiadań zacząłem myślami odlatywać gdzieś indziej i myślałem o motylach. Typowe dla mnie.

Ciężko jest mi się skupiać na rozmowach z ludźmi, kiedy te rozmowy mało mnie interesują. Jednakże, życzyłem mu powodzenia i wszelkich sukcesów związanych z jego planami na przyszłość. Wiadomo, że nigdy się już nie spotkamy (no chyba że polecę na Jamajkę), ale będę szczęśliwy, jeśli wszystko mu się ułoży, tak jak sobie zaplanował.
Mój obecny wielki plan na przyszłość to przeżyć każdy kolejny dzień tutaj, nie zostać znów pobity i dalej malować w mojej celi. Potem, po wyjściu stąd, chciałbym dalej tworzyć nowe obrazy. Nie mam żadnej pewności, że tam, w prawdziwym świecie ktokolwiek zainteresuje się tym, co moje malarstwo przedstawia, ale się nie poddam. Taką mam przynajmniej nadzieję. Kocham malowanie i będę chciał to robić niezależnie, czy ktoś to doceni, czy też nie. Aż kiedyś nadejdzie taki dzień, kiedy już nie będę potrafił niczego stworzyć - wtedy przestanę. To jest właśnie mój "wielki i mistyczny plan" na przyszłość.
Wiesz kochany, że właśnie sobie uświadomiłem o tym, że rok temu o tej porze, trzęsienie ziemi nawiedziło nasze dusze i zaczęło niszczyć wszystko, co napotkało na swojej drodze. Ty dowiedziałeś się o swoim raku, a mój proces sądowy zbliżał się wielkimi krokami. Samo myślenie o tym teraz wyciska mi łzy z oczu.
Ok, jestem z powrotem.
Obciąłem dzisiaj włosy. Kosztowało mnie to puszkę tuńczyka. Śmiesznie to w sumie brzmi. W prawdziwych pieniądzach kosztowało mnie to jednego funta. Niedużo, ale tutaj to majątek. Facet, który mnie obstrzygł, pochodzi z Ekwadoru i nazywa się David. Też będzie deportowany z Wielkiej Brytanii do Ekwadoru. Ten koleś ma poważną obsesję na punkcie swojej urody. Uważa, że jest najprzystojniejszym męższczyzną, jaki chodził po tej planecie. Błąd. Ty nim jesteś C. A skoro już jesteśmy w tym temacie - koleś jest niższy od mojej mamy (a umówmy się, mojaj mama nie jest wielkości Michaela Jordana!). Rozumiem, że pewność siebie jest w życiu ważna, ale narcyzm, to już zupełnie coś innego. Coś bardzo odpychającego.
Moje zabiegi na siłowni mają się dobrze. Chyba się od tego uzależniam! Jak wszystko się może zmienić... Rok temu, definicją moich ćwiczeń było wejście po schodach w autobusie w Londynie - góra - dół i dziękuję. No cóż.
Ok, teraz właśnie gość obok mnie w celi zaczął grać na flecie. I uwierz mi kurwa mać - on nie jest ekspertem w tej dziedzinie! Ale lubię go, więc postanowiłem ogłuchnąć na dziś wieczór.
Wiesz co C? Ja w sumie mogę tu pisać do ciebie o tylu różnych rzeczach - tylko po to, aby odwrócić swoje myśli od tęsknoty za tobą. Mogę pisać o kolesiach grających na fletach, ale w rzeczywistości myślę tylko o tobie. O tym, że nie było nam dane zbudować wspólnie tego wymarzonego domu. Nie potrafię przestać o tym myśleć. Po prostu nie potrafię. Tak kurewsko jest mi ciebie brak. I chociaż próbuję zaprogramować swój głupi mózg, żeby powtarzał non stop tylko jedno zdanie: "nie myśl o nim, nie myśl o nim..." - to i tak myślę o tobie cały czas. To, że nie oddychamy już tym samym powietrzem dusi mnie.
Tylko wtedy, kiedy maluję - tlen powraca do moich płuc. Wtedy znikam stąd i w kolorach moich obrazów próbuję odnaleźć nowy dom - dom, w którym już ciebie ze mną nie ma.
Proszę, uważaj tam zawsze na siebie. Bądź zdrowy. Bądź szczęśłiwy.

Na zawsze twój,
Sebastian



Comments