List 86
- Jan 13, 2020
- 3 min read
5 Maj 2016
Kochany C,
Spoglądałem przez ramię, kiedy próbowałeś mnie dogonić gdy wspinaliśmy się po tym wzgórzu nad morzem. Dzień był ciepły, promienie światła przedzierały się przez chmury, a wiatr muskał nam delikatnie twarze. Wszystko wydawało się prawie idealne. Szliśmy teraz wzdłuż krawędzi wzgórza, aby usiąść na ławce, którą zobaczyłeś gdzieś w oddali.

Kiedy usiedliśmy, chciałeś się napić wody, którą miałem w plecaku. Kiedy ci ją podałem, popchnąłeś mnie z taką siłą, iż zacząłem spadać w dół tak szybko, że nawet kamienie odbijały się o moje ciało w locie. Próbowałem się ich chwytać, ale na próżno. Krzyczałem tak głośno, że mój własny krzyk mnie obudził.
I kiedy zdałem sobie sprawę, że to był tylko kolejny sen, zwymiotowałem na podłogę. Tak się rozpoczął mój dzień tutaj. Mam nadzieję, że twój zaczął się trochę lepiej.
Trochę mi żal mojego sąsiada zza ściany, bo się musiał już nieźle nasłuchać tych moich nocnych krzyków. Ale nic mi jeszcze nigdy nie powiedział, więc może nie słyszy tego, kiedy śpi.
Steve i Andy przyszli do mnie dzisiaj, bo zauważyli, że jest ze mną coś nie tak. Opowiedziałem im o tym śnie i obydwoje prawie jednocześnie odrzekli, że muszę o tobie zacząć zapominać. Że muszę przestać żyć w przeszłości i zacząć myśleć o tym co będzie. Łatwo im mówić. Chciałbym mieć taki przycisk z napisem "kasowanie" w głowie. Skasowałbym wszystko, co nas łączyło. Ale nie mam niczego takiego.
Dzisiaj musiałem spakować wszystkie moje rzeczy w celi do 4 pudeł, które mi przyniósł strażnik. Każdy podobno musi to robić. Oni wtedy sprawdzają, czy nie masz za dużo rzeczy w celi - ze względu na bezpieczeństwo chyba. Nie było to przyjemne - takie pakowanie bez sensu a potem rozpakowywanie i układanie wszystkiego od nowa. Zajęło mi to dużą część popołudnia.
Podczas porannego spaceru poznałem kogoś, kto podobno zamordował w Londynie czterech mężczyzn, których poznał na jakimś portalu randkowym. Umawiał się z nimi, uprawiał seks, brali narkotyki a potem ich zabijał. Nawet nie wiedziałem kim on jest, dopiero David mi o tym powiedział, kiedy nas widział razem. On mnie zaczepił, ponieważ chciał się dowiedzieć o tym programie utraty wagi. Powiedział. że chce się tam zapisać, więc mu wytłumaczyłem, jak to trzeba zrobić i dałem mu kilka wskazówek, aby się szybko nie zniechęcał, kiedy zacznie ćwiczyć z nami - bo nie jest łatwo. Ktoś mu podobno o mnie powiedział, że chodzę na ten program i że dobrze mi tam idzie. Wydawał mi się trochę dziwny i obleśny, ale tutaj tak wygląda 80% ludzi.
Ciekawe skąd inni wiedzą o nim tyle. Albo o innych. Nie mamy tutaj ani internetu, telefonów itd. Może strażnicy coś tam mówią? Nie wiem.
Sporo maluję ostatnio, co mnie trochę martwi - kończą mi się farby, papier a i pędzle są już bardzo zużyte.

Namalowałem sobie taki abstrakt ostatnio - w sumie to bardziej eksperymentowałem z kolorami i fakturą. I kiedy spojrzałem z dala na ten obraz, zobaczyłem w nim ogon pawia. Spodobało mi się to w sumie. Dla innych może to wyglądać jak zupełnie coś innego - ja natomiast widzę ogon tego bajecznego ptaka.
Wiesz, tak sobie leżę teraz na moim łóżku i myśli przejeżdżają mi w głowie jak pociąg. Zdaję sobie chyba powoli sprawę, jak bardzo mnie musisz nienawidzieć. I może moja podświadomość stara mi o tym powiedzieć, gdy śnią mi się te wszystkie sny o tobie. Problem polega na tym, że to moje porąbane serce nie chce nikogo słuchać. Od kiedy tu jestem, dostałem od ciebie 4 krótkie emaile. I w żadnym z nich nie zapytałeś mnie ani razu jak się czuję, czy wszystko ze mną jest ok. W żadnym z nich nie pokazałeś mi żadnego współczucia czy chociażby jakiejkolwiek troski o mnie. To tak, jakby te nasze wspólne lata razem, nic dla ciebie nie znaczyły.
Czasami mam wrażenie, że byłem dla ciebie tylko kolejnym chłopakiem. I chyba nie ma w tym nic złego, oprócz faktu, że ty dla mnie byłeś tym jedynym z którym chciałem spędzić resztę mojego życia.
Ok, kończę na teraz, bo jak nie, to znów mnie będziesz zrzucał z jakiejś skały w nocy.
Mam nadzieję, że u ciebie jest ok. Uważaj na siebie, bądź zawsze bezpieczny.
Na zawsze twój,
Sebastian



Comments