top of page

List 80

  • Nov 17, 2019
  • 3 min read

23 Kwiecień 2016




Kochany C,


Piszę do ciebie ten list w to bardzo, bardzo zimne (ale słoneczne) sobotnie popołudnie. Już nas pozamykali w celach na noc. Jest bardzo cicho. Nikt nie krzyczy, nikt nie wali niczym o drzwi. Cisza wydaje się tak głośna teraz.


Niedawno dzwoniłem do mojej mamy i powiedziała mi, że widziała twoje nowe zdjęcie na facebooku i że włosy zaczęły ci już odrastać. Co za zbieg okoliczności? W moim poprzednim liście pytałem się ciebie, czy już ci odrastają włosy i proszę - mam odpowiedź. Nie są jednak kręcone! Cieszę się tak bardzo, że powoli wszystko u ciebie wraca do normy.


Dzisiejszy poranek spędziłęm w siłowni. Poprawiłem mój poprzedni czas na "wiosłach" - ostatnio zrobiłem 500m w 2 minuty i 11 sekund - teraz ten sam dystans pokonałem w 1 minutę i 59 sekund! To duża różnica. Nie cierpię "wioseł", ale wiosłuję. Podbijam to, czego nie lubię.


Po siłowni dołączyłem do Andiego i Steva i biegaliśmy dookoła deptaka. Przebiegłem tylko półtora kilometra, bo musiałem wracać do mojego budynku i umyć podłogi i schody. Andy mnie rozbawił podczas biegania - on jest naprawdę zabawny. Wieczorem zaprosił mnie do swojej celi, abyśmy wspólnie zjedli kolację. Było to miłe, dzielenie posiłku z kimś innym, a nie wieczne jedzenie w samotności. Wiesz, ty też byś go polubił - szkada, że pewnie nigdy go nie poznasz.


Pamiętasz C, jak kiedyś zaparliśmy się, że zaczniemy prowadzić zdrowy tryb życia i zaczniemy chodzić na siłownie? No coż, wtedy nam to nie wyszło, ale ja teraz się staram. Mam nadzieję, że ty też o siebie dbasz?


Zaszłej nocy miałem tak wielką ochotę na czereśnie. To chyba mój ulubiony owoc. Skoro nie mogłem ich pojeść to je sobie namalowałem.



Użyłem do tego farb wodnych i całkiem fajnie to wyszło. Takie to trochę rozmazane, senne. Podoba mi się ten styl malowania. Namalowanie tych czereśni nie sprawiło, że ochota mi na nie przeszła. Mam nadzieję, że dożyję jeszcze tego dnia, kiedy będę mógł sobie pozwolić na rozkoszowanie się czereśniami. Może kiedyś.


Ale wiesz, tak naprawdę to, na co mam największą ochotę obecnie to dzień spędzony na plaży. Mogę być tam zupełnie sam, nie przeszkadzałoby mi to wcale. Żeby tylko poczuć piasek pod stopami i fale delikatnie mi je obmywające.


Mógłbym tam tak przesiedzieć cały dzień. Aż do zachodu słońca. I z jakąś fajną muzyką w uszach. Mam nadzieję, że jak stąd wyjdę, będzie mnie stać na to, żeby pojechać nad morze. Wiesz, kiedy w moich snach jestem na tej plaży, czuję się bezpiecznie. Dziwne to, ale tak jest. Czasami te sny są tak silne i realistyczne, że aż czuję zapach piasku, wydm i morskiej wody. No ale niestety pobudki z tych snów są bardzo ciężkie. Widok ścian w tej celi jest przytłaczający.


Dziś po południu odwiedził mnie w celi David. Gadał bez przerwy o Bogu. Opowiedział mi historię o tym, jak to podobno święty duch nim potrząsnął pewnego razu i jak poczuł się tak, jakby w niego walnął piorun. I jaskrawe światło otoczyło go dookoła. Co za stek bzdur! Ale, jeśli to ma mu w czymś pomóc - to dobrze. David stał się bardzo religijnym człowiekeim tutaj i mówi, że Bóg go ocalił. No coż, jeśli tak jest - super. David dokonał paskudnych zbrodni w swoim życiu, więc cokolwiek mu pomaga się z tym uporać, jest chyba czymś dobrym.

Zostawił w mojej celi Biblię, żebym sobie ją poczytał. Nie sądzę, żebym włączył czytanie tej książki w grafik moich codziennych czynności. Nigdy jej nie czytałem i nie zamierzam. Jakaś fantastyczna opowieść napisana przez bandę starych, naćpanych kolesi. Nie, dziękuję.


Ja już raz poprosiłem Boga, żeby mi pomógł. Tak z całego serca, z całych moich sił. Wtedy w sądzie błagałem go, aby cię wyleczył z tego raka i że ja mogę iść w zamian za to do więzienia. I co dostałem w zamian? Nic. Ty mnie zostawiłeś tutaj, abym gnił w samotności a twój rak nie odszedł (tak mi się wydaje przynajmniej). Więc pewnie Bóg sobie na nas teraz patrzy i ma niezły ubaw zajadając się przy tym popcornem. Wiesz, fakt, że nawet Bóg (jeśli istnieje oczywiście) zadrwił sobie ze mnie sprawiło, że czuję się jak niechciany przez nikogo kawałek śmiecia.


Nie wiem, może pewnego dnia będę w stanie zobaczyć chociaż małą namiastkę tego, że jestem czegoś wart. Że zasługuję na czyjąkolwiek miłość, bez pokonywanie gór, bez walki. Że jestem ok taki jakim jestem. Że moje włosy, kształt nosa czy kolor oczu są w porządku. Że kształt mojego ciała nie jest taki zły. I że uczucia które w sobie mam i tłumię są czegokolwiek warte.


Uważaj na siebie C. Jesteś pięknym człowiekiem na zewnątrz i w środku.


Kocham cię.



Na zawsze twój,

Sebastian

 
 
 

Comments


pngguru_edited_edited_edited.png

Copyright 2025 © Sebastian Bauer ART

®

Thanks for submitting!

Subscribe to Sebastian's newsletter to receive the latest updates on upcoming artwork before they go on sale to the public.

All rights reserved. No part of this website may be reproduced, distributed or transmitted in any form or by any means, including photocopying of artwork, photocopying of text or other electronic or mechanical methods, without the prior written permission of the author.

®
  • Facebook
  • Instagram
bottom of page