List 78
- Nov 3, 2019
- 3 min read
14 Kwiecień 2016
Kochany C,
Zwykle piszę do ciebie wieczorem, a teraz jest 10.30 rano. Wróciłem właśnie z siłowni i padam na ryja.
Piszę tak wcześnie, ponieważ chciałem ci napisać o tym, co mi się przyśniło zeszłej nocy - a nie chcę, żeby mi coś umknęło z pamięci. Ten sen był naprawdę zrąbany. W sumie nie. Nie był zrąbany. Był totalnie pojebany. To chyba najlepsze słowo, aby to opisać.
Wyszedłem z więzienia. W jakiś dziwny sposób pozwolili mi stąd wyjść. Byłem w niebowzięty, ale zaraz zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę nie miałęm dokąd iść. Nie miałem dachu nad głową. Postanowiłem, że pójdę na piechotę do Londynu i choć wiedziałem, że mi to zajmie z tydzień - nie zawachałem się.

No i w końcu dotarłem: Londyn. W jakiś tajemniczy sposób znalazłem się w mieszkaniu, które wyglądało jak twoje. To było twoje mieszkanie. Tam, gdzie mieszkałeś ze swoją mamą, siostrą i bratem. Dostałem pusty pokój, żeby tam przenocować. Nie było mebli ani łóżka. Ale mi to w sumie nie przeszkadzało - spanie na podłodze nie było niczym gorszym niż spanie na więziennym łóżku.
Ty doskonale wiedziałeś, że byłem w tym pokoju, ale nie przyszedłeś się ze mną zobaczyć. Nawet nie chciało ci się zapytać, jak się czułem (to pewnie tak jak jest teraz w rzeczywistości). Na dole słyszałęm głośnie śmiechy jakiś ludzi, chyba twoich znajomych. Ja leżałęm skulony w rogu na podłodze i próbowałem to wszystko jakoś ogarnąć.
Nagle drzwi do mojego pokoju otworzyły się i ktoś wszedł. Po chwili poznałem, że była to Sarah. Kiedy mnie zobaczyła, zaczęła rzucać we mnie kamieniami. Śmiała się przy tym głośno, a ja słyszałem jak ty krzyczałeś z dołu do niej, żeby nie spudłowała. Po chwili poczułem na twarzy lepką, ciepłą krew, ale nie czułem bólu. Martwiłem się tylko tym, że pobrudzę dywan, bo krew zaczęła kapać na podłogę.

Sarah zaraz wyszła i zaległa martwa cisza. Tak, jakby czas stanął w miejscu.
Za chwilę pojawiła się twoja mama i oznajmiła mi, że muszę stąd iść o 3 nad ranem, bo wy wyjeżdżacie do Francji. Spojrzałem na zegar na ścianie (którego tam wcześniej nie było) i zdałem sobie sprawę, że jest już 3.30. Mój czas tutaj dobiegł końca.
Zszedłem na dół. Dom był zupełnie pusty. Wyszedłem na zewnątrz i wszedłem do parku. Położyłem się na ławce i poczułem ogramny chłód.
I stała się kolejna, dziwaczna rzecz.
Zupełnie znikąd pojawiła się moja ciocia i jej dzieci. Maciek i Monika wyglądali tak, jakimi ich pamiętałem ze 30 lat temu - dzieci. Ciocia dała mi jakiś płaszcz, żebym się przykrył. Potem oznajmiła, że mogę jutro iść na jakąś rozmowę o pracę i dała mi wizytówkę.
Kiedy się obudziłem, ich już nie było. Zacząłem iść na to spotkanie o pracę. Ale to już nie był Londyn. Miasto przypominało mi bardziej Hong Kong (takim, jakim go pamiętałem). Znalazłem adres i zobaczyłem budynek, do którego musiałem się dostać. Ale najpierw musiałem przejść przez ogród z ogromnym basenem.

I kiedy mijałem ten basen, ty nagle wepchnąłeś mnie do wody.
Po co?
Jakiś facet, który tam stał wykrzyczał, żebym zapomniał o rozmowie o tę pracę - skoro jestem cały mokry, nie mogę tak się nikomu pokazać. I wtedy spanikowałem. Ale tak porządnie spanikowałem. Zdałem sobie sprawę, że na ręku miałem zegarek, który ty mi podarowałeś na moje urodziny w 2014 roku. A ten zegarek nie był przecież wodoszczelny!!! Aż zawyłem z rozpaczy, że mógłbym go stracić! Szybko wyciągnąłem rękę z wody, ale już było za późno.
I wtedy stało się to.
Cyfry z zegarka zaczęły wzlatywać w powietrze przede mną. Wirowały i zmieniały rozmairy. Nagle utworzyły ogromną cyfrę: 38. Czemu akurat 38?

Co to oznacza? Rozejrzałem się dookoła i byłem znów w mojej celi. Wszystko było pomalowane na czarno a nad łóżkiem na ścianie widniała liczba 38.
I wtedy się obudziłem.
Oczywiście pierwsze co zrobiłem, to spojrzałem na ścianę nad łóżkiem. Żadnej cyfry tam nie było. Tylko kilka zdjęć - nic niezwykłego.
W siłowni nie mogłem przestać o tym myśleć. O co chodzi z tą cyfrą 38? Nic z tego nie kumam.
Wiesz, sny jak ten mnie wykańczają. Nie mogę o nich później przestać myśleć, a to, że ty się w nich często pojawiasz i jesteś w stosunku do mnie taki okrutyny - dobija mnie najbardziej.
No nic. Idę wziąść prysznic. Cuchnę po tej siłowni. Może woda zmyje wspomnienie o tym śnie.
Na zawsze twój,
Sebastian

Comments