List 76
- Oct 20, 2019
- 2 min read
10 Kwiecień 2016
Kochany C,
Miałem do ciebie dzisiaj nie pisać, ale musiałem gdzieś odreagować.
Lucia przyszła mnie wczoraj odwiedzić. Kiedy wszedłem do sali dla odwiedzających, ona już tam siedziała. Jak mnie zobaczyła, rozpłakała się. Serce mi pękło. Bardzo się starałem nie rozpłakać, ale mi jakoś nie wyszło.
Tak bardzo dobrze było mi ją znów widzieć. Rozmawialiśmy o wielu rzeczach, o ludziach których znamy. Gadaliśmy o pracy i o tym jak mój zespół zareagował na to, kiedy mnie zamknęli. Strasznie mnie to wzrusza do dziś, ile osób mnie wspierało. Prawie wszyscy mnie wspierali. Prawie. Oprócz tego skurwiela Malcolma (tak, będę wymieniał imiona). Jego jądra są mniejsze niż cukierki tic tac. Chowa się za tym swoim biurkiem i udaje ważniaka. A tak naprawdę to jest wielkim tchórzem. Tak samo jak jego służący z innych departamentów: Jo, Lauren, Adele, Claire z kadr i Bastien. Wszyscy byli zbyt leniwi, żeby nawet coś mi powiedzieć. Chociaż jedno słowo wsparcia. Tak bardzo zakręceni w tym swoim świecie w pracy, że nie mają wogóle współczucia dla innych. Ale i niech tak będzie. Jestem zadowolony, że już nigdy z nimi nie będę miał nic wspólnego. Nie życzę im źle. W tej chwili czuję tylko ulgę, że staną się wkrótce mglistym wspomnieniem. Zapsutym smakiem na moim języku.
Spytałem Lucię też o ciebie. Jakbym mógł nie zapytać. Bałem się bardzo, bo wiedziałem, że potwierdzenie odrzucenia przez ciebie mnie zniszczy jeszcze bardziej, Ale w sumie cieszę się, że zapytałem. Lucia powiedziała mi, że już masz się lepiej i że jesteś czasami słaby, ale to normalne po chemioterapii.
Wiesz, w czasie naszej rozmowy, za każdym razem kiedy wspomniałem twoje imię płakałem. I w końcu przestałem się tym przejmować. Lucia chyba też. Choć część mnie nadal się wstydziła tego, że płaczę. Płaczę, gadam i jem batony mars. Lucia, jeśli kiedykolwiek będziesz miała szansę to przeczytać - przepraszam za te wszystkie łzy. I dziękuję za marsy!
Lucia opowiedziała mi o Maksie, swoim synku. Rośnie silny i jego choroba zanika. Gdybym wierzył w Boga, powiedziałbym: "Chwała Panie!"
Razem z Lucią zdecydowaliśmy, że jutro zadzwonię do niej o 4 po południu i że przełączy moją rozmowę na głośnik w telefonie - tak, abym mógł coś powiedzieć wszystkim w biurze. Już się strasznie cieszę na to i serce mi szybciej wali na myśl, że ich znów usłyszę.
Tak bardzo żałuję, że ty i ja już nie potrafimy rozmawiać. Kiedyś byliśmy w tym tacy dobrzy. Mistrzostwo świata. Ty i ja. Rozmawialiśmy z miłością i troską w naszych głosach. Świat znikał, kiedy byliśmy razem. Dziś leże w pyle wspomnień tego, co zbudowaliśmy razem, swiata który teraz rozpadł się jak konfetti na podłodze.
Lucia poszła do domu a ja musiałem udawać, że jest ok, kiedy wróciłem do celi.
Zasnąłem z twarzą na koszuli, którą miałem na sobie podczas jej wizyty. Nadal czułem zapach jej perfum i to sprawiło, że na chwilę wróciłem do domu.

Na zawsze twój,
Sebastian



Comments