List 67
- Aug 20, 2019
- 3 min read
18 Marzec 2016
Kochany C,
Kilka dni temu dostałem od ciebie emaila, w którym piszesz, że nie będziesz w stanie na razie tu przyjechać, bo jeszcze jesteś za słaby na podróże. Doskonale cię rozumiem kochany... Nie wiem, czemu cię znów tak nazwałem, przepraszam. I przykro mi, że nie czujesz się jeszcze na tyle silny, aby wychodzić z domu. Tak bardzo bym już chciał, żeby to wszystko było za tobą.
Czytanie twojego listu było trudne. Niesamowite, jak w ciągu kilku sekund twoje lodowate słowa sprawiły, że moje serce popękało w kilku miejscach. Sposób, w jaki to wszystko napisałeś, słowa jakich użyłeś, to wszystko było dokładnie zaplanowane w swojej okrutności. Pełne nienawiści. Nazywanie mnie chciwym i tym, który liczy tylko na własne korzyści jest niesprawiedliwe. I kurewsko bolesne.
Czyż nie wyjaśniłem ci dlaczego nie wiedziałeś o moim związku z Rolandem? I jak nasz związek zakończył się na długo zanim wogóle ciebie poznałem.

O tym, jak on dla mnie już nic nie znaczył i o tym, że jedyne, co nas wtedy łączyło to fakt, że on miał mój paszport w ambasadzie i czekał na przedłużenie swojej wizy, aby mógł kiedyś stać się obywatelem Wielkiej Brytanii. Ja głupi oczywiście się na to zgodziłem, bo mnie prosił. Olałem fakt, że mnie zdradzał i po prostu chciałem mu pomóc. Tylko tyle.
Ale rozumiem, że jak dowiedziałeś się o tym od Kasi - a nie ode mnie - było to szokiem. Rozumiem to. Przeprosiłem cię za to wiele razy. Nigdy o nim nie wspomniałem, bo się kurewsko bałem, że mnie zostawisz. Że cię stracę.
Ale nazywanie mnie chciwym człowiekiem, który myśli tylko o swoich benefitach?
C, nie zostawiłem ciebie, kiedy dowiedziałeś się o swojej chorobie. Codziennie byłem przy twoim szpitanym łóżku. Nawet olałem moją sprawę sądową. To tobie poświęciłem całą moją energię i czas. I chociaż mój obrońca powtarzał mi, żebym skupił się na sprawie - liczyłeś się tylko ty.
Więc tak, jestem chciwy i chcę tylko tego, co dla mnie najlepsze.
Wiesz co, wyczułem w twoim emailu, że w sumie to się chyba nawet cieszysz, że jestem w więzieniu. Nazwałeś mnie pieprzonym śmieciem i miałem takie wrażenie, że już masz to gdzieś, że jestem tu za nic. Może jesteś za słaby, aby podróżować, ale masz dużo energi, aby mnie traktować jak gówno. I rozpisywać się o tym. Poniżając mnie, opowiadasz o tym, że mnie zostawiłeś i że jestem za kratkami.
Ale wiesz co? Wciąż nie żałuję, że wtedy w sądzie poprosiłem Boga, lub cokolwiek tam jest, żeby mnie skazali, jeśli tylko ty wyzdrowiejesz. Pewnie byś pomyślał, jaki ze mnie idiota, ale pierdolę to. Jestem kim jestem. Nie zmienisz tego.
Na początku miałem nie odpisywać ci na twój email. Za bardzo bolało. Ale teraz, uważam, że powinieneś dostać moją odpowiedź. Nie będę emocjonalny. Nie okażę bólu. Przejdę prosto do odpowiedzi na twoje pytania i nigdy ci nie pokaże, jak w środku powoli chyba umieram. To by pewnie cię uszczęśliwiło.
Wiem, że wkrótce znajdziesz sobie kogoś (lub już kogoś masz) i wiesz, że życzę ci pomyślności. Odnajdź swoje szczęście z kimś innym, z kimś kogo naprawdę pokochasz i zostaniesz przy nim na dobre i złe. I jeśli on cię pokocha przynajmniej w połowie tak mocno, jak ja cię kochałem (i wciąż kocham niestety) - będę wiedział, że jesteśw dobrych rękach.
Moja przygoda z miłością dobiegła końca. Nie mam zamiaru odsłonić swojego serca przed nikim w przyszłości. Miłość jest jak choroba. Zatruwa ci ciało, serce i umysł. Na początku kusi cię słodkością, a kiedy nie patrzysz - wbija nóż w plecy.
Byłem twoim największym rozczarowaniem napisałeś w liście. Jeśli tak myślisz, przepraszam. Może masz rację. Może dla wszystkich stałem się tylko rozczarowaniem.


Comments