List 65
- Jul 23, 2019
- 3 min read
10 Marzec 2016
Kochany C,
Przyszedłeś mnie odwiedzić tutaj...!
Zżerały mnie nerwy, ale starałem się tym nie przejmować. To wszystko było tak surrealistyczne.
Pamiętam, kiedy wszedłem do sali odwiedzin, a ty już tam siedziałeś. Dali ci stolik przy wejściu, więc musiałem przejść całą salę, omijając rzędy krzeseł i stołów.
Myślałem, że serce mi wyskoczy. Biło tak szybko, że je chyba słyszałem, jak dudni mi w moich uszach.
W końcu, kiedy podszedłem do ciebie, nie miałem pojęcia co robić.
Uśmiechnąłeś się do mnie, kiedy mnie ujrzałeś, ale wiedziałem, że to był tylko wymuszony uśmiech. Ja też się uśmiechnąłem i wymamrotałem ciche "cześć"...
Gardło miałem tak ściśnięte, że nie mogłem wydać żadnego normalnego dźwięku.
Ty też powiedziałeś mi "cześć".
Usiadłem na przeciwko ciebie.
Nie mogłem uwierzyć, że tam jesteś. Że widzę cię tak blisko. Nie wiedziałem, co ci powiedzieć, chociaż tak naprawdę, to chciałem ci zadać miliony pytań. Ale przede wszystkim tak bardzo chciałem cię przytulić. I już nigdy nie póścić.
Włosy ci już odrosły po chemioterapii i wyglądałeś tak, jakby żadnego raka nigdy nie było. Tak bardzo się cieszyłem widząc cię w takim stanie.
W końcu wydusiłem z siebie, że wyglądasz świetnie i od razu zapytałem się, o twoje zdrowie. Tak bardzo chciałem, aby to nasze spotkanie było w miarę normalne.
Powiedziałeś, że już czujesz się o wiele lepiej niż jak widzieliśmy się po raz ostatni (ponad 8 miesięcy temu). Powiedziałeś, że często czujesz się zmęczony. Tak bardzo chciałem wtedy złapać cię za rękę, ale bałem się, że mnie odrzucisz.
Opowiadałeś, że twojej siostrze podobały się praktyki w moim byłym biurze. Że wszyscy cię wspierają, rodzina, przyjaciele, znajomi.
Powiedziałeś, że lekarze są zadowoleni z wyników badań i że obecnie już nie masz raka. Że wciąż musisz chodzić na badania, żeby się upewnić, że to gówno nie wróciło i że jesteś zdrowy.
Jak to mówiłeś prawie się popłakałem z radości.
Nagle chciałem cię zapytać, czy już umawiasz się z kimś innym, ale tak bałem się twojej odpowiedzi, że zamiast tego, spytałem o nową muzykę i jakie piosenki ci się teraz podobają.
Było mi tak miło słyszeć ponownie twój głos, widzieć twoją twarz. Czuć twoje perfumy. Wiedziałem, że użyłeś perfum Lady Gaga. Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałem potrzeć palcem o twój rękaw, żeby zabrać choć część ciebie ze mną do celi, kiedy to wszystko dobiegnie końca...
Ale nie, nie chciałem już wracać do celi.
Chciałem stąd wyjść z tobą. I wrócić do naszego domu.
Tam gdzie już nie ma strachu, bólu - jest tylko nasza miłość.
W pewnym momencie tak bardzo chciałem ci powiedzieć jak mi jest źle, jak bardzo cierpiałem w pierwszym więzieniu. Jak mnie bito, jak mnie zgwałcono i poniżano. Jak straciłem zęby, kiedy ten facet skakał po mojej twarzy w swoich grubych buciorach. O tych wszystkich rzeczach, które mnie teraz prześladują po nocach.
Chciałem ci powiedzieć, że sobie tu nie radzę, że nie potrafię przestać płakać.
Ale nic się nie odezwałem, bo nie chciałem żebyś pomyślał, że chcę twojej litości.
Uśmiechnąłem się tylko i dalej gapiłem w twoje oczy, twoją twarz, słuchałem twojego głosu tak intensywnie, abym mógł jak najwięcej z tego zabrać do mojej celi...
Kiedy w końcu zapytałeś się mnie, jak ja się mam, prawie straciłem nad sobą panowanie.
Serce mi waliło i czułem jak łzy znów napływają mi do oczu. I czułem, że już tego nie będę umiał kontrolować i się w końcu rozpłaczę. Ale jakoś dałem radę. Wykrzywiłem twarz mając nadzieję, że się uśmiecham i powiedziałem, że u mnie jest w miarę ok...
I nagle powiedziałeś mi, żebym się nie martwił. Że wszystko się ułoży. I że jak wrócę do domu, to przygotujesz mi lody z ciastkami domowej roboty, te które tak lubię.
Poczułem się znów kochany.
To uczucie rozświetliło całe moje serce.
A ty wyciągnąłeś do mnie rękę...
Wtedy się obudziłem.


Comments