List 53
- Apr 13, 2019
- 2 min read
19 Styczeń 2016
Kochany C,
Jak się masz? Mam nadzieję, że się okrywasz ciepłymi kocami?

Widziałem w TV, że temperatura w Londynie spadła prawie do zera. Nie wiem, czy ty wogóle wychodzisz na zewnątrz, ale jeśli tak - to uważaj na mrozy.
Opowiem ci o śnie, jaki mnie nawiedził zeszłej nocy. Był niesamowicie wyraźny i rzeczywisty, a z drugiej strony totalnie pokręcony. Kiedy się obudziłem, musiałem dojść do ładu z tym co widziałem.
Śniło mi się, że ty, ja, moja i twoja mama spacerowaliśmy po parku. Była jesień, bo wszędzie leżały kolorowe liście. Na początku wydawało mi się, że to było gdzieś w Londynie, ale potem zdałem sobie sprawę, że to był park w którym biegałem jako dziecko, zaraz obok mojego domu.
W podświadomości wiedziałem, że to wszystko działo się po moim wyjściu z więzienia, po twojej chorobie z rakiem. To tak, jakbym śnił o przyszłości.
Usiedliśmy na ławce i cieszyliśmy się wspólną rozmową. Nie byłem pewien, czy ty i ja byliśy znów parą, ale wiem, że na pewno cieszyliśmy się wspólnym towarzystwem.
Nasze mamy rozmawiały ze sobą (nie mam pojęcia jak, bo moja mama nie zna angielskiego ani chińskiego, a twoja mam nie zna polskiego). Ty natomiast wstałeś, podbiegłeś do jakiejś sterty uschniętych liści i zacząłeś nimi we mnie rzucać. Zaczęliśmy się ganiać, jak dzieci. Po jakimś czasie wróciliśmy na ławkę, zmęczeni wspólną zabawą. Twoja mama spojrzała na mnie i powiedziała, że cieszy się, że ty masz kogoś takiego jak ja w swoim życiu.
Wtedy ty odwróciłeś się do niej i powiedziałeś: "Mamo, wiesz, że to on?" Twoja mama uśmiechnęła się i powiedziała: "Wiem".
Pamiętam to ogromne uczucie szczęścia, jak wtedy poczułem i łzy poleciały same.
Wtedy zauważyłem też coś dziwnego. Kilka liści zaczęło nagle podrywać się w górę i unosić w powietrzu, coraz wyżej i wyżej. Na początku pomyślałem, że to jakieś złudzenie optyczne i w sumie to olałem.

Ale za chwilę spostrzegłem, że wszystkie te uschnięte liście zaczęły wirować nad naszymi głowami. Ani ty, ani nasze mamy tego nie widziały, bo toczyliście rozmowę, jakby nigdy nic się nie stało. I nagle wtedy jedno z drzew przełamało się na dwie części i zniknęło. Chciałem krzyknąć, czy to widzieliście i instynktownie złapałem cię za rękę. I wtedy zdałem sobie sprawę, żę tam była tylko twoja ręka. To wszystko, co z ciebie pozostało. Nie było żadnej krwi, tylko część twojej ręki. I nagle ona też rozmyła się w powietrzu. Naszych mam też już nie było.
Wszystko dookoła wirowało, drzewa latały w powietrzu, liście znikały. Wielki dąb roztrzaskał się na przeciwko mnie. Zniknęła w końcu też ławka na której siedzieliśmy.
Wtedy wśród tego chaosu zacząłem rozpoznawać jakiś znajomy dźwięk. Był to śmiech. Nie mogłem załapać, kto tak się śmiał, ale potem poznałem, że to byłeś ty. Śmiałeś się tak histerycznie, że myślałem, że zaraz moja głowa eksploduje.
Wtedy się obudziłem.
Byłem sparaliżowany strachem. Gapiłem się na plamę na mojej ścianie. Nic nie czułem i czułem wszystko w tym samym czasie. Zacisnąłem oczy, mając nadzieję, że obudzę się obok ciebie. Zadzwonił budzik.
Wstałem, umyłem twarz i zęby. Bardzo mi krwawiły dziąsła. Kilka zębów mi się rusza - to pewnie po tych pobiciach w tamtym więzieniu.
Spojrzałem na siebie w podrapanym lustrze nad zlewem i wyszeptałem: "dlaczego"?

Potem włączyłem wiadomości w TV i zacząłem udawać, że wszystko będzie ok.
Na zawsze twój,
Sebastian



Comments