List 44
- Feb 10, 2019
- 4 min read
Updated: Feb 17, 2019
24 Grudzień 2015
Kochany C,
Wszystkiego najlepszgo z okazji Bożego Narodzenia.
No coż, dzisiaj jest Wigilia, ale wiesz, że w Polsce to najważniejszy dzień.
Jesteśmy zamknięci w celach już od 3-ciej po południu – strażnicy chcieli iść wcześniej do domów, więc nas pozamykali. I dobrze. Niech spędzą więcej czasu z rodzinami.
Rozmawiałem dzisiaj z mamą, trochę płakała, ale na szczęście udało mi się skierować rozmowę na inne tory. Sam się prawie popłakałem, a już mam dosyć płaczu. Uwierz mi. Aż mnie dosłownie bolą oczy.
Strasznie za tobą tęsknię. I święta mi tylko przypominają, jacy byliśmy razem szczęśliwi.
Do dziś pamiętam, jak przygotowałeś naszą pierwszą wspólną wigilię. Ugotowałeś pierogi i dodałeś tyle dziwacznych nadzień – cokolwiek mieliśmy w lodówce. Od buraczków po marchewkę. Tak się bardzo starałeś, a ja czułem się taki kochany. Czułem się taki wyjątkowy.

Na drugi rok to ja przygotowałem wszystko. Całe to jedzenie, które tak bardzo lubiłeś. Było cudownie.
Cieszę się, że spędzasz te święta z dala od szpitalnego łóżka. Że jesteś z rodziną i przyjaciółmi. A kto by pomyślał, że te święta będą dla nas włśnie tak wyglądały...? No ale nic, najważniejsze, żebyś był tylko zdrowy.
Widziałem dzisiaj na kanale czwartym bajkę Disneya „Opowieść Wigilijna” – przypomniało mi się, jak to razem widzieliśmy, tylko nie pamiętam kiedy... Rok temu, czy dwa lata temu?

Zdałem egzaminy z angielskiego, także poziom drugi mam zaliczony. Tylko dwie odsoby zdały, reszta musi poprawiać. I to wszyscy Anglicy... Śmieszne, nie sądzisz...? Dostałem też już mój dyplom.
Siłownia jest odwołana przez całe święta, bo nie mają ludzi do pracy. Także byłem tylko raz. Szkoda, bo ten cały wysiłek poszedł trochęna marne. Chciałem kontynuować, żeby się powoli przyzwyczaić do wysiłku itd, a tu masz. Prawie 2 tygodnie bez siłowni. Czyli będę zaczynał od nowa. Ale się nie poddaję. Przynajmniej jeszcze nie. Choć pamiętam, jak wtedy padłem na matę i myślałem, że się nie podniosę. Ale wtedy coś w głowie mi powiedziało: „rusz ten gruby tyłek i walcz”. I walczyłem...
Dostałem kilka kartek na święta od ludzi – Luci, Ani, Agnieszki, Kasi i mamy.

Kartka Luci była super – jej syn Maks odcisnął swoją rączkę pomalowaną na zielono i namalował na niej ozdoby choinkowe. Ania mi napisała, że bardzo podobało jej sięmoje „magiczne” drzewo, które namalowałem dla niej.
Wiesz, dzisiaj rano kilka osób przyszło do mojej celi pogadać. Tak po prostu. Więzienie, to dziwne miejsce... No nic, tak sobie gadaliśmy, że w końcu zaczęliśmy grać w karty. Jakieś durne gry. Nie za bardzo mi się chciało, ale w pewien sposób oderwałem się od tej szarej rzeczywistości. Jeden z chłopaków – Martin, Szkot który ma 22 lata mówi tak szybko, że nikt go prawie nie rozumie. No i ten szkocki akcent... Masakra. Ale jest śmieszny. No i inteligentny. Widać, że tu nie należy do tego środowiska. Tak jak ja... Trochę mi to przypomniało o czasach, kiedy mieszkałem w Szkocji i jak za nic nie mogłem zrozumieć Szkotów. Ale w końcu po kilku miesiącach nawijałem jak oni.

Jak tak graliśmy w te karty, w TV leciały jakieś teledyski. I pojawił się Justin Bieber z utworem „Love Yourself”. Tak się złożyło, że wszyscy zaczęliśmy podśpiewywać refren... Wtedy Martin powiedział, że to był najbardzije „gejowski” moment w jego życiu. Grupa facetów śpiewająca w harmonii do piosenki Justina Biebera. Ale się uśmiałem.
Potem zacząłem za tobą tesknić. Bo chciałem takie momenty dzielić z tobą. Śmiech. A nie z jakimiś facetami, tylko z tobą.
Opowiedziałem Jose jak kiedyś śmiałeś się ze mnie do łez, kiedy się wystraszyłem tego plastikowego pająka, którego podłożyłeś mi na półce. Aż skoczyłem na fotelu. Twój śmiech jest bezcenny.
Namalowałem dla Jose świąteczną kartkę, podziękował mi, ale nie okazał uczuć. Wiesz, on zgrywa trochę takiego gangstera tutaj, ale tak naprawdę, to jest takim miśkiem. I ja o tym wiem, ale udaję, że nic nie wiem.
Dałęm kartkę świąteczną Dawidowi też, bardzo mu siępodobała.
Wiesz co dzisiaj nam dali na śniadanie??? Jajecznicę z małą kiełbaską... Boże, jaki raj w gębie. I chociaż jajka nie były zupełnie niczym przyprawione, a kiełbasa wyglądała jak puełko tekturowe... smakowało mi, jak najlepszy posiłek w 5-cio gwaizdkowej knajpie.
A na kolację dostaliśmy małą torebkę z małym sokiem w kartonie, jedną zupkę chińską i jednego cukierka... Wow...! Dałem sok Jose, bo to jego ulubiony smak – ananas. Ale się ucieszył!
(Jose, jeśli to teraz może czytasz – mam nadzieję, że się uśmiechasz).
Ja mam nadzieję, że twoja mama ugotowała ci wszystkie potrawy, które tak lubisz. I że jadłeś ile się da. Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy.
Pozwól, że skończę na dzisiaj. Jest już prawie ósma wieczorem.
Wiem, że na zewnątrz ludzie zasiadają razem przy stołach, jedzą swoje potrawy, rodziny się kłócą, dzieciaki cieszą z prezentów. Mamy z babciami uganiają się w kuchniach a panowie obgadują mecze czy cokolwiek tam im w głowach siedzi.

Ale są też ludzie samotni. I nie mają się do kogo odezwać, prztyulić, uśmiechnąć czy nawet zapłakać. Zawsze sobie z tego zdawałem sprawę, ale dzisiaj czuję to na własnej skórze. I nie życzę nikomu tego uczucia, choć wiem, że tak było, jest i zawsze będzie. Zawsze będą ludzie samotni na tym świecie. Jest mi przykro, że tak jest.
Spróbuję zasnąć teraz, niech te święta już się kończą. Jak najszybciej.
Tobie C życzę jak najszczęśliwszych świąt.
Kocham cię,
Na zawsze twój,
Sebastian



Comments