List 104
- Nov 4, 2020
- 4 min read
Updated: Feb 16, 2021
10 Lipiec 2016
Kochany C,
Bardzo próbuję nie przełykać kawałków żalu, bo im więcej ich zjadam, tym bardziej się duszę. Te kawałeczki podawane są mi zazwyczaj w nocy i nigdy nie mam w sobie na tyle siły, aby im się oprzeć - choć ich smak w moich ustach jest bardzo gorzki. Jak trucizna. Tak więc karmię się nimi przed snem. Dzień po dniu.

Jest teraz niedzielny wieczór i już od kilku godzin jestem zamknięty w mojej celi. Często wydaje mi się, że te ściany tutaj się kurczą i niedługo nie będę miał już czym oddychać. To pewnie jest tylko moja paranoja, ale niestety to uczucie wydaje się być bardzo realne.
Śniłeś mi się dwa razy w czasie tego weekendu. Za każdym razem budziłem się z tak wielkim bólem serca, że czułem fizyczny ucisk w klatce piersiowej. Nie potrafię zaakceptować tego wszystkiego. Budząc się każdego ranka, stawiam czoła porannemu światłu dnia, lecz ciemność konsumuje moje wnętrzności. I mam wtedy tak wielką ochotę, aby to wszystko już skończyć.
Każdego wieczora boję się zasypiać, bo nie wiem co mi się przyśni. Ty, czy może coś innego. Każdy z tych snów jest dla mnie udręką i kolejny dzień jest przeżywaniem tego, co widziałem w nocy.
Nie mogę ostatnio zmusić się też do biegania. Nie wiem czemu, nie mam w sobie żadnej motywacji. Mam nadzieję, że to kiedyś minie.
Dzisiaj w czasie lunchu przyszedł do mojej celi ktoś o imieniu Junior. Poprosił o to, abym napisał dla niego pismo mówiące o tym, że nigdy nie doświadczyłem z jego stronyj agresji homofobicznej. I w sume to prawda. Koleś jest ciemnoskórym gigantem - jego mięśnie są większe od moich ud i jak się go widzi po raz pierwszy, to ma się wrażenie, że on może cię zgnieść palcami swojej jednej ręki. Ja jednak nigdy nie spotkałem się z żadną formą agresji z jego strony. Dlatego postanowiłem napisać to oświadczenie, bo pisałem prawdę. On to bardzo docenił i serdecznie mi dziękował.
A potem w sumie śmieszna rzecz wydarzyła się w czasie serwowania lunchu. Junior pracuje tam przy wydawaniu owoców. I wyobraź sobie, że dziś mieli dwa owoce do wyboru: pomarańczę lub banana. Pomarańcze tutaj są zawsze albo gorzkie albo kwaśne. Dostajemy po jednym codziennie i ja często muszę je wyrzucać niestety. Ale banany to już inna bajka... Są jak prawdziwy rarytas. Od kiedy pamiętam, do tej pory dostaliśmy tutaj po bananine może ze dwa lub trzy razy. Więc możesz sobie wyobrazić radość u wielu osób. Ja próbowałem nie okazywać entuzjazmu, ale wewnątrz cieszyłem się jak głupek. To pewnie brzmi idiotycznie dla ciebie C, ale taka jest moja rzeczywistość tutaj.

W każdym bądź razie, kiedy przyszła moja kolej na odebranie mojego owocu, zauważyłem, że Junior dawał po bananie swoim "kumplom" a pomarańcze innym więźniom. I zgadnij co ja dostałem? Pomarańczę! Kiedy do niego podszedłem, spojrzał na mnie i sięgnął ręką do kartonu z małymi i na w pół zgniłymi już pomarańczami...! I to po tym jak mi godzinę temu tak bardzo dziękował za napisanie tego oświadczenia dla niego. Bo na pewno to oświadczenie uratuje mu dupę przed byciem zamkniętym w segregatce na dwa tygodnie.
Poczułem się bardzo zawiedziony. Wiem, wiem - to tylko banan. I wiem, że powinienem się już nauczyć, że niczego od ludzi nie mogę oczekiwać. I wiem, jak to wszystko żałośnie brzmi. Wiem. Ale tak wygląda teraz moje życie i choć nie wiem, jak bardzo starałbym się zachowywać zdrowy umysł w tym miejscu - nie udaje mi się.
Kiedy jadłem lunch, nie wiem dlaczego zacząłem myśleć o tym dniu, kiedy poszliśmy do polskiej restauracji w South Kensington w centrum Londynu. To było ponad 2 lata temu już. Tak bardzo smakowało ci tam jedzenie. Wciąż pamiętam, że zamówiłeś kaczkę na słodko. Jedliśmy też pierogi. No i szarlotkę! Coż za wspaniały dzień... Pamiętasz, powiedzieliśmy sobie, że spędzimy ze sobą 24 godziny non stop i że to będzie taki test na to, czy powiniśmy ze sobą być czy też nie. Oczywiście, spędziliśmy razem dłużej niz 24 godziny i było nam tak dobrze.

Pamiętam też, kiedy w końcu wylądowaliśmy w Starbucksie, gdzieś w centrum Londynu. I jak zawsze, byliśmy ostatnimi, którzy stamtąd wyszli. Zrobiliśmy sobie nawet wspólne zdjęcie, jak pijemy kawę i poźniej to zdjęcie wisiało w ramce w naszym mieszkaniu na Wandsworth.
Czasami się zastanawiam, czy ty kiedykolwiek jeszcze wspominasz mnie lub nas lub te wszystkie dni wypełnione naszymi małymi i dużymi radościami, które razem dzieliliśmy...
Dziś odwiedzili mnie Steve i Andy. Oni mi ciągle powtarzają, że powinienem wszystkie moje listy opublikować, kiedy stąd już wyjdę. Kilka dni temu, dałem im do przeczytania jeden z tych listów i Andy bardzo się wzruszył. Uściskał mnie i powiedział, że jest mu bardzo przykro, że musiałem tak bardzo cierpieć. Wtedy zaczął mnie jeszcze bardziej zachęcać do publikacji moich listów i wydania ich w postaci książki. Może kiedyś to zrobię.

Ale tak naprawdę to przecież ja nikogo nie znam w świecie książek i jak się publikuje i wydaje takie rzeczy. Nie znam nikogo, kto by mi w tym pomógł - a tak naprawdę to nawet nie wiem, czy ktokolwiek przeczytałby kiedyś te moje listy...
Ale jak zawsze, czas pokaże.
Na zawsze twój,
Sebastian

Comments