List 5
- Apr 22, 2018
- 2 min read
16 Sierpień 2015
Kochany C,
Już minął ponad tydzień od mojego ostatniego listu.
Wciąż nie mogę uwierzyć, że nie widziałem cię od 20 dni...
Tak bardzo mi cię brakuje.
Kilka dni temu dostałem list od Kasi.
Popłakałem się jak dziecko, kiedy zobaczyłem, że to jej charakter pisma.
Napisała mi, że widziała się z tobą, że drugi cykl chemii jest już za tobą, że tęsknisz za mną...
Że czujesz się w miarę ok, że jest ci bardzo źle beze mnie...
Napisała, że wprowadziła się do naszego pokoju i powiedziała, żebym się o nic nie martwił.
Nawet nie wiesz, jakie to jest przyjemne wiedzieć, że ktoś się o mnie gdzieś tam troszczy.
Napisała mi, że powiedziała o wszystkim mojej mamie, że oczywiście była w szoku...
Bardzo się o nią martwię... Nic nie będę jej pisał, jak tu jest naprawdę, nie chcę jej niepotrzebnie martwić.
W środę dałem im twój numer do rejestracji – ponownie.
Czekam teraz. Żaden z numerów jeszcze nie działa.
Moja skóra odpada mi z twarzy płatami... Nie wiem, co się dzieje...
Bardzo mnie to szczypie.
Chyba muszę poprosić kogoś, kto by mi pozwolił zobaczyć się z pielęgniarką.
Z pracą nic jeszcze nie wiem. Ktoś mi tu powiedział, że muszę czekać.
Zauważyłem, że niektórzy dostają torby z produktami spożywczymi – są to rzeczy, które kupują chyba z jakiegoś sklepu.

Widziałem, jak ktoś pił pepsi – nawet nie wiesz, jak bardzo bym się chciał tej pepsi napić...
Ciągle chce mi się tu pić. Nie wiem dlaczego.
Nadal nie mogę nic jeść.
Wczoraj próbowałem zjeść małą zupkę chińską – męczyłem się nad nią prawie pół godziny.
Nie wiem czemu, ale nie mogę nic przełykać...
Wczoraj znów mnie pobili, bez żadnego powodu.
Mieliśmy otwarte cele przez prawie 2 godziny. Ja jak zwykle zostałem w środku.
Nagle weszło do mnie chyba ze czterech facetów i zaczęli się mnie pytać, czy mam jakieś narkotyki i papierosy.
Powiedziałem, że nie palę ani, że nie używam narkotyków – więc zaczęli mnie wyzywać.
Jeden zrzucił mnie z łóżka na podłogę i usiadł na moich nogach, a tamci mnie kopali.
Ktoś stał przy drzwiach i patrzył, czy nikt nie idzie.

Wykręcali mi ręce i pluli na głowę. Poleciała mi krew z nosa, bo kopali mnie po twarzy.
Na koniec ten, co stał przy drzwiach doskoczył do mnie, stanął jedną nogą na mojej twarzy i kopnął mnie w czoło – myślałem, że zemdleję, bo bardzo mnie to zabolało. Ale nie krzyczałem, łzy mi tylko poleciały.
On wtedy złapał mnie za palec i mi go wykręcił – wtedy krzyknąłem.
To ich musiało wkurzyć jeszcze bardziej, bo zaczęli mnie kopać z całych sił po plecach i brzuchu.
Nie wiem ile to trwało, ale w końcu poczułem, jak ten co na mnie siedział wstał i nagle wszyscy zniknęli.
Wiesz, że ja nawet nie mogę sobie teraz przypomnieć ich twarzy... Zresztą po co mi to..
Ten co na mnie siedział, zakrył mi usta, więc nie mogłem krzyczeć. Nawet zresztą nie chciałem.
Po porostu prosiłem Boga – jeśli istnieje, żeby mnie nie zabili, jeszcze nie teraz.
Bo nie mogę umierać – bo mam ciebie kochany.
Bo muszę być dla ciebie silny – niezależnie od tego, jak mnie tutaj traktują.
Obiecaliśmy przecież sobie, że zawsze będziemy dla siebie, że nasza miłość wygra. Nieważne, co się stanie.
I ja zamierzam dotrzymać tej obietnicy.
Na zawsze twój,
Sebastian



Comments