List 36
- Nov 25, 2018
- 3 min read
2 Grudzień 2015
Kochany C,
Rozmawiałem z moją mamą dzisiaj i mi powiedziała, że przechodzisz kolejną, bardzo silną chemię.
Kochany, tak mi jest przykro.
Mogę sobie tylko wyobrazić, jak ci musi być ciężko, jaki jesteś słaby.
Gdybym tylko mógł odjąć twoje cierpienie i wziąść je na siebie – zrobiłbym to w mgnieniu oka.
Serce mi pęka, że tak tam cierpisz i że ja nie mogę ci w niczym pomóc.
Jeśli dobrze zrozumiałem moją mamę, to powinieneś mieć wkrótce przeszczep szpiku kostnego.
To jest doskonała wiadomość. To część planu. Tak miało być. I rozumiem, że znaleźli dawcę.
Dobija mnie tylko fakt, że nie mogę tam z tobą być.
Kochanie, bądź silny. Nigdy się nie poddawaj.
Nigdy.
Bądź silny.
Wkrótce ten cały pieprzony koszmar się skończy i będziesz już zdrowy i szczęśliwy.
Obiecuję.
Mama powiedziała mi też coś innego. Powiedziała, że się o mnie zapytałeś...
Wiem, że mnie kłamała, wiem, że ja cię nic nie obchodzę.
Ale chyba chciała, żebym poczuł się lepiej, bo kiedy mi mówiła o twojej nowej chemii, to się popłakałem przez telefon. Tak więc musiała coś mi powiedzieć, żebym przestał płakać.
Ja sobię zdaję sprawę, że powoli o mnie zapominasz, lub już wogóle nie myślisz o mnie.
I w sumie to ok. Skup się na swoim zdrowiu.
Ale wiesz co? Jeśli faktycznie o mnie pytałeś... Moje serce się rozstopiło ze szczęścia. Tylko tyle ci mogę powiedzieć. Nawet jeśli tylko się okłamuję, że tak było – nieważne. Uradowało się moje serce.
No nic.
Lekcje malarstwa są fajne. Śmieszne jest to, że nazywam je lekcjami.
Oni nas niczego tam nie uczą. Bierzemy farby, pędzle itd i każdy robi to co chce.
Jedyne, czego nam nie wolno robić, to malować nagości, symboli religijnych i emblematów drużyn piłkarskich. Śmieszne to jest w sumie.
No cóż, mnie żaden z tych tematów i tak nie interesuje, więc nie narzekam – tak jak inni.

Maluję teraz zamek na wzgórzu. Właściwie, to rysuję go kredkami.Oczywiście robię to po swojemu.
Zamek jest na skałach pokrytych różnymi kolorami. Uwielbiam kolory.
To jak magia. Mogę tworzyć światy bez limitów. Tak jak ja chcę.
To jest wolność.
I nawet tutaj – w więzieniu – nikt mi nie odbierze wyobraźni.
Tak, może udało im się zniewolić moje ciało, skuć w łańcuchy – ale mój duch jest wolny.
Maria, moja nauczycielka malarstwa powiedziała, że bardzo jej się mój zamek podoba.
Powiedziała mi też, że jest już fanką moich obrazów.
Ona uważa, że to w jaki sposób używam kolorów jest zupełnie inny od tego, co ona widziała.
Nie wiem za bardzo, czy tak tylko mówi, bo chce być dla mnie miła, czy mówi prawdę.
Ale czuję, że gdybym ją spotkał w normalnych warunkach – bylibyśmy przyjaciółmi.
Lekcje angielskiego są za to beznadziejne. Nawet sobie nie możesz tego wyobrazić.
Niczego nowego się nie uczę, a to jest zaawansowany poziom.
Moja nauczycielka – no coż, może słowo ‘nauczycielka’ to przesada – zachowuje się tak, jakby tu naprawdę już nie chciała być. Cała moja grupa, to banda niezłych imbecyli – i uwież mi C – staram się tu być naprawdę miły w opisywaniu tych ludzi.
Ale przynajmniej jestem poza celą.
Angielski powninienem skończyć 21-go grudnia a malarstwo 29-go stycznia.
Potem nie wiem co dalej. Może się zapiszę na lekcje biznesu i muzyki.
Muzyki – nie śpiewania. Mariah Carey ze mnie nie jest! Ten kurs polega na uczeniu się tworzenia muzyki na komputerze – w programie cubase. Spróbuję.
Widziałem się też z tą babką od kliniki dobrej psychiki – Carrie.
Powiedziała mi, że mnie zapisała na program utraty wagi. Ciekawe, czy uda mi się coś schudnąć...
Nie wiem, nie jestem wysportowany.
No nic, jest już 10 wieczorem. Palce jak zwykle mi marzną.
Chyba straciłem już trochę na wadze – moje ciało nie generuje już tyle ciepła co kiedyś.
Pamiętasz, jak zawsze mnie nazywałeś swoim prywatnym kaloryferem – kiedy leżeliśmy w łóżku?
Kochany, proszę uważaj na siebie.
Kocham cię.
Na zawsze twój,
Sebastian



Comments