top of page

List 3

  • Apr 8, 2018
  • 4 min read

5 Sierpień 2015



Kochany C,

Jak się czujesz mój skarbie…? Jak idzie chemia?

Boże, jak jest mi przykro, że tak tam cierpisz...

Co za głupie pytanie – „jak idzie chemia” - przecież wiem, jakie to jest okropne...

Czy mama przychodzi? Czy Kasia już była może u ciebie? A Lisa?

Trochę się źle czuję, bolą mnie plecy po tym ostatnim upadku, a łóżko na którym śpię ma metalowe pręty.

"Materac” ma może 3cm grubości, więc wszystko wbija mi się w ciało.

Nie mam też koca, ani kołdry – przykrywam się tą moją marynarką – tą, co miałem w sądzie.

Trochę jest zimno nad ranem, ale daję radę.

Najgorsze z tą marynarką jest to, że wytarłem nią kilka razy podłogę, jak wylało mi się to wszystko z kibla i ona strasznie śmierdzi.

Ale lepsze to, niż nic.

Tak bardzo tęsknię za naszym łóżkiem. Za naszymi poduszkami... Za ciszą. Za twoim zapachem.

Za widokiem twojej twarzy, kiedy otwierałem rano oczy.

Za śniadaniami w łóżku i naszym wspólnym oglądaniem „Przyjaciół” przez cały dzień.

Tak bardzo brakuje mi twojego śmiechu.

Czasami wydaje mi się, że cię tutaj słyszę - jak ze mną rozmawiasz. Jak się śmiejesz.


Wiesz, wczoraj w nocy usiadłem sobie na takim metalowym, małym krześle w mojej celi i patrzyłem w to okno przy suficie.

Niebo musiało być bezchmurne, bo widziałem dużo gwiazd. Nagle zacząłem z tobą rozmawiać, jakbyś był obok mnie.

Splotłem nawet razem swoje dłonie, udając, że to ty mnie trzymasz za rękę.

Nie mogłem przestać płakać, ale nie przestałem z tobą rozmawiać.

Wiem, że muszę być silny dla ciebie. I jestem silny, choć bardzo boli.

Ale nie poddam się. Mogą mnie tu bić ile chcą, ale nie poddam się, bo mam ciebie...

Wiesz, czasami tak sobie myślę, jak my głośno pukaliśmy w drzwi do naszego własnego nieba.

Tak bardzo staraliśmy się tam wejść – lecz nikt nas nie chciał wpuścić do środka...

Kazali nam się wynosić – i teraz nas jeszcze rozdzielili.

Teraz kiedy ty potrzebujesz mnie najbardziej, a ja nie mogę być przy tobie... Nie mogę się z tym pogodzić C...

Kto cię trzyma teraz za rekę po chemii...?

Kto próbuje ciebie rozśmieszyć, kiedy jest ci źle...?

Ale kochany, przejdziemy przez to piekło. Przejdziemy. Obiecuję ci.

Wczoraj po południu ktoś, kto mieszka obok mnie uderzył mnie w głowę i powiedział, że to za smród w mojej celi.

Powiedziałem mu, że to nie moja wina, że ja nie korzystam nawet z tej toalety...

Że poprosiłem strażników, żeby ktoś to naprawił – on mnie wtedy złapał za szyję i zaczął dusić - powiedział, żebym się zamknął.

Więc się nie odezwałem – chciałem, żeby mnie tylko zostawił w spokoju.

Dzisiaj rano przyszedł do mojej celi jeden ze strażników i zapytał się, dlaczego nie chodzę odbierać jedzenia. Powiedziałem, mu że nie jestem głodny, a on zaczął krzyczeć, że on nie chce mieć żadnych problemów z dyrektorem więzienia i że mam chodzić i to jedzenie odbierać. Powiedział, że gówno go to obchodzi, czy coś jem czy nie – ale muszę to jedzenie odbierać.

Powiedział, że jak mam tu zamiar zdychać lub się zabić – to droga wolna, byle by nie na jego zmianie - bo będzie miał dużo papierkowej roboty. Przeprosiłem go i powiedziałem, że będę chodził po to jedzenie.

Wiesz, tak naprawdę, to się bardzo boję stać tam w kolejce po tym, jak ostatnio zaatakowali tego faceta przede mną...

Ale muszę ten strach jakoś zwalczyć w sobie.


Wiesz skarbie, za każdym razem kiedy jestem zamknięty w celi i słyszę na korytarzu dźwięk kluczy, to serce bije mi mocniej...

Myślę sobie wtedy, że ktoś idzie po mnie i że mnie uwolnią – że w sądzie zrozumieli, że popełnili błąd i że ja jestem niewinny.

Wiem, że to głupie, ale nie mogę na to nic poradzić... Po porostu się łudzę, że ten koszmar się zaraz skończy...

Kasia już pewnie powiedziała mojej mamie, co się ze mną stało.

Martwię się o nią, jak to przyjmie. Martwię się, żeby ona się tym nie zamartwiała.

Nigdy jej nie powiem, jak tu jest. Muszę udawać, że jest ok, że jest znośnie.

Też nie wiem, kiedy mi zarejestrują jej numer telefonu.

Dzisiaj próbowałem się dodzwonić do ciebie, Kasi i Lisy – ale żaden numer nie działał.

Martwię się, jak Lucia poradzi sobie beze mnie w pracy. Przecież ona dopiero zaczęła tę pracę 3 miesiące temu.

Dzisiaj rano, wezwali mnie do pielęgniarki na rytunowe badania. Była bardzo niemiła.

Ale wiesz co, poczułem jej perfumy i prawie się tam popłakałem – przypomniało mi to o normalnym świecie.

Ona sama się skrzywiła na mój widok, bo pewnie śmierdzę od tego gówna na podłodze w mojej celi.

Było mi tak wstyd...

Kochany kończę, bo jak widzisz nie mam już na czym pisać.

O pracy ani o kursach nic jeszcze nie wiem.

Pacałowałem teraz ten list – to trochę tak jakbym mógł ciebie znów pocałować.

Skarbie, dbaj o siebie. Słuchaj lekarzy. Nie poddawaj się.

Jeszcze kiedyś będzie nam znów dobrze.

Będziemy się śmiać, chodzić do kina, leżeć w parku na kocu. Będziemy oglądać „Przyjaciół” i słuchać razem muzyki.

Będziemy zamawiać sushi po północy.

Będę ci gotował twoją ulubioną zupę kiedy wrócisz z pracy, a ty będziesz znów robił pierogi na Boże Narodzenie.

Będziesz czytał swojego Naruto w każdy czwarkowy poranek, a ja będę się na ciebie gapił, ciesząc się, że ciebie mam.

Obiecuję ci to wszystko.

Kiedyś otworzą nam te drzwi do naszego nieba.

I wejdziemy tam razem trzymając się za ręce.

Tak bardzo cię kocham.

Na zawsze twój,

Sebastian

 
 
 

Comments


pngguru_edited_edited_edited.png

Copyright 2025 © Sebastian Bauer ART

®

Thanks for submitting!

Subscribe to Sebastian's newsletter to receive the latest updates on upcoming artwork before they go on sale to the public.

All rights reserved. No part of this website may be reproduced, distributed or transmitted in any form or by any means, including photocopying of artwork, photocopying of text or other electronic or mechanical methods, without the prior written permission of the author.

®
  • Facebook
  • Instagram
bottom of page