top of page

List 28

  • Sep 30, 2018
  • 4 min read

16 Listopad 2015


Kochany C,

Co za okropny weekend!


Smutek. Tylko tyle moge powiedzieć.

Mam na myśli ataki terorystyczne w Paryżu z piątku 13-tego (cóż za ironiczna data).

Nie wiem, czy ciebie to też tak dotknęło, czy nie – ale ja się bardzo tym przejąłem. Które miasto jest następne na liście?

Londyn? Barcelona? Berlin?




*** przeczytajcie tę część listu na samym dole, którą dzisiaj tu dopisałem

Myślę teraz sobie, że może to i dobrze, że mnie stąd deportują?

Mieszkanie w mieście jak Londyn napawa mnie strachem.

Moja nauczycielka od angielskiego wspomniała dzisiaj, że Singapur jest fajnym miejscem.

Byłem, tam kilka razy i pamiętam jak mi się podobało. Było bardzo czysto, bogato i ładnie.

Może powinienem o tym kiedyś pomyśleć.

Wiesz skarbie, ktoś dzisiaj na lekcjach malarstwa powiedział mi, że zapłaciłby 100 funtów za moje 4 obrazy magicznych drzew. Wow! Ktoś by chciał wydać kasę za moje wypociny?


Wyobrażasz to sobie? Nie bardzo wiedziałem, co powiedzieć. A może ten koleś był po prostu miły tylko.

Na pewno kupuję farby i pędzle, będę malować w celi wieczorami. I zacznę od moich magicznych drzew.

Co mam innego do roboty? Chciałbym, żebyś je zobaczył i ocenił kiedyś... Boże, jak ja za tobą tęsknię.

Jak ma się mój dzielny żołnierz? Nie mam nikogo, kto by mi powiedział, jak ty się masz.

Mogę sobie tylko zgadywać i mieć nadzieję, że jest OK.

Wiem, że jakbym do ciebie zadzwonił, to byś pewnie nie odebrał telefonu. Może już nawet zmieniłeś swój numer.

To wciąż jest dla mnie nie pojęte, że zamieniłeś sięz kogoś kto miał w sobie tyle miłości w kogoś, kto potrafi tak bardzo nienawidzieć.

Ja po prostu nie umiem ciebie nienawidzieć. A próbowałem i to nie raz. Nie mam nawet powodów, by tak czuć. Nie umiem po prostu.

Dzisiaj jacyś kolesie robili tutaj domowej (raczej więziennej) roboty alkohol.

Z tego co wiem, robi się to z pomarańczy, rodzynek, jabłek, cukru no i wody.


Nie próbowałem i nie mam zamiaru. Ale niektórzy mieli bal.

Odbiło im i doszło oczywiście do bójki. Jeden facet skończył ze złamanym nosem.

Nie wiem, czy iedykolwiek się przyzwyczję do tej całej przemocy wokół mnie.

Boję się tego, ale już nie tak jak kiedyś. W sumie, to mi już nie zależy tak bardzo, żeby stąd wyjść żywy.

Ty byś nawet nie zauważył, jakby mnie nie było.

Zeszłej nocy śnił mi się kolejny koszmar.

Obudziłem się krzycząc przez sen. Ten, który mnie zgwałcił, był w mojej celi tutaj.

Śmiał się ze mnie i wyzywał. Gość obok mnie w celi powiedział mi nad ranem, że go obudziłem (znowu) krzykiem w środku nocy.

Przeprosiłem go, cóż więcej mogłem zrobić.

W sumie to sobie wyobrażam, jakie echo mój krzyk musiał nieść na pustym korytarzu w środku nocy.

Bałem się wrócić spać po tym, bo już mam dość tych koszmarów. Na szczęście mi się nie powtórzył.

Dużo rozmawiałem ostatnio z tym Amerykaninem Geoffem.

I innym chłopakiem o imieniu Martin. Martin jest ze Szkocji, ale mieszka w Anglii.

Jest w podwójnej celi z Johnem. John to bardzo cichy człowiek, też cierpi na depresją jak ja.

Mam nadzieję, że się z tego wyciągnie wkrótce.

Geoff i ja mamy podobne poczucie humoru i udało mu się nawet sprawić raz, że sięuśmiechnąłem.

On też będzie deportowany jak ja – do Stanów. Nie ma na to ochoty, bo tam będzie miał nałożonych wiele sankcji i restrykcji.

Żal mi go trochę, choć go tak dobrze nie znam. Powinien wyjść na wolność rok przede mną, ale on tu już jest od ponad roku.

Wiesz, jak to do ciebie teraz piszę, w telewizji leciała reklama Tesco i żółtych serów.

Nawet nie masz pojęcia, jakbym bardzo chciał zjeść chociaż mały kawałek żótego sera. Taki mały kwadracik chociaż.

To co zostało mi tak brutalnie odebrane, nabrało teraz niesamowitch wartośći.

Na przykład to, że nie mogę wysłać nikomu wiadomości albo do nikogo zadzwonić kiedy mam na to ochotę.

Albo, żeby wejść na internet.

Wciąż mam momenty, kiedy budzę się rano i potrzebuję kilku chwil na to, żeby załapać gdzie ja jestem.

Ale tak najbardziej, to nie mogę uwierzyć w to, że mnie zostawiłeś tutaj. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić.

I nie wiem, czy kiedykolwiek będę umiał. Tak, mówią, że czas goi rany i mam nadzieję, że to prawda.

Wkrótce moja mama powinna mnie odwiedzić z Kasią.

Będzie emocjonalnie, ale będę musiał dać radę. Lisa też mi powtarza, że mnie wkrótce odwiedzi.

Nie mogę się już doczekać tej wizyty. Lisa obiecała mi, że pojawi się w listopadzie i przed Bożym Narodzeniem.

Nie mogę siętych wszystkich wizyt doczekać już.

Oczywiście twoja wizyta byłaby najważniejsza, ale nie sądzę, żeby doszło to do skutku.

Skarbie, skończę tutaj.

Jest już po jedenastej w nocy a w celi jest jak w lodówce.

Aż mi palce drętwieją. Śpię w nocy w dwóch bluzach i zimowej kurtce. Moje okno się nie domyka.

Proszę, uważaj na siebie tam. Przynajmniej ty nie marznij. Proszę, słuchaj zaleceń lekarzy.

Bądź dzielny. Wszystko się jakoś ułoży.

Kocham cię.

Na zawsze twój,

Sebastian

*** Kiedy pisałem ten list (16-go listopada 2015) nie miałem zielonego pojęcia, że wkrótce kolejne ataki terorystyczne będą miały miejsce w dokładnie tych samych miastach, które tutaj wymieniłem w tym liście: Londyn (3-ciego czerwca 2017), Barcelona (17-tego sierpnia 2017), Berlin (19-tego grudnia 2016). Zdałem sobie z tego sprawę dopiero teraz, kiedy przpisywałem ten list na laptopie (nigdy nie czytałem napisanych listów – aż do chwili obecnej, kiedy je tutaj publikuję).

Niech ci, którzy zginęli w tych tragicznych wydarzeniach spoczywają w spokoju.

 
 
 

Comments


pngguru_edited_edited_edited.png

Copyright 2025 © Sebastian Bauer ART

®

Thanks for submitting!

Subscribe to Sebastian's newsletter to receive the latest updates on upcoming artwork before they go on sale to the public.

All rights reserved. No part of this website may be reproduced, distributed or transmitted in any form or by any means, including photocopying of artwork, photocopying of text or other electronic or mechanical methods, without the prior written permission of the author.

®
  • Facebook
  • Instagram
bottom of page