List 27
- Sep 23, 2018
- 4 min read
13 Listopad 2015
Kochany C,
Szczęśliwej drugiej rocznicy wydania albumu ARTPOP przez Lady Gagę!

Pamiętasz, jak cię zaskoczyłem jej nowym albumem? To była standardowa płyta CD i jakiś dodatkowy zapis z jej koncertu na iTunes Festival.
No, a poza tym, był to dzień, kiedy zamieszkaliśmy razem – tak oficjalnie – na Wandsworth.
Było tak wspaniale.
Pierwszy dzień i pierwsza noc w naszym wspólnym mieszkaniu.
Byłem najszczęśliwszym facetem pod słońcem.
Chociaż wizja zbliżającego się procesu w sądzie sprawiała, że bardzo się czasami wycofywałem ze wszystkiego.
Bałem się przyszłości, a najbardziej chyba bałem się tego, że cię mogę stracić - jeśli ci o tym wszystkim powiem.
Ale naprawdę się starałem, żeby każdy kolejny dzień był dniem szczęśliwym i dobrym.
Wiesz, często w nocy leżałem odrętwiały w łóżku obok ciebie, sparaliżowany własnym strachem.
I jak tak na ciebie patrzyłem, płakałem czasami, bo się bałem.
Rano starałem się wszystko schować i uśmiechać – żeby przeżyć z tobą kolejny radosny dzień.
Ciężko mi tutaj. Wiem, że cię to gówno obchodzi, wiem o tym.
Tak tylko mówię.
Każdy dzień to taki taniec na linie, żebym nie zwariował. Balansuje między totalnym załamaniem się, a jakąś małą cząstką nadzei, że może wszystko się jakoś ułoży. I mówiąc to, mam na myśli nas.
Czasami próbuję się oszukiwać i wmawiam sobie, że mnie nic nie obchodzisz, ale to jedno, wielkie kłamstwo. Wszystko mi tutaj przypomina o tobie. Nawet teraz – właśnie leciała w TV reklama Argosa – i od razu mi się przypomniało, jak mi zawsze opowiadałeś o swojej pracy w Argosie, jakich miałeś kilentów itd.
Ciekawy jestem, jaki jest teraz stosunek twojej mamy do ciebie? Czy cały czas myśli, że jesteś złem, bo jesteś gejem?
Wiem, że przychodzi cię odwiedzać w szpitalu, ale zastanawiam się, co tak naprawdę ona myśli.
Widzisz, to mnie przeraża – czy tam jest ktoś, kto tak naprawdę o ciebie dba?
Czuję się taki bezużyteczny, że mnie tam przy tobie nie ma. Straszne uczucie.
Napisałem list do dyrektorki więzienia, żeby mi pozwoliła kupić kilka rzeczy do malowania.
Mógłbym wtedy malować w swojej celi. Jest tutaj taki specjalny katalog „Specjalista” w którym są artykuły malarskie.
Ceny są kosmiczne w porównaniu z moimi tygodniowymi zarobkami.
Moje 7 funtów na tydzień nie pokryje nawet połowy najtańszego zestawu farb wodnych.
Dlatego poprosiłem dyrektorkę, czy mógłbym użyć moich pieniędzy z prywatengo konta.
Mama przysłała mi tam 50 funtów. Mam nadzieję, że mi pozwoli.
Chciałbym tak bardzo zacząć malować w mojej celi. Wieczory tutaj są najgorsze. Leżę odrętwiały na łóżku i płaczę. I nic na to nie mogę poradzić. Ile ja tak mogę płakać? Kiedy te łzy mi wyschną na dobre już? Może więc jak się zajmę malowaniem wieczorami, to trochę zapomnę o tym wszystkim...
Dzisiaj przyszedł do mojej celi David z kawą.
Opowiadał mi o swojej żonie – ona mieszka we Francji. Przylatuje tutaj w następny weekend, żeby go odwiedzić – przez 3 dni pod rząd.
David cieszy się jak dziecko. Fajnie.
Ona jest zupełnie niewidoma, więc przylatuje ze specjalnym psem, wyszkolonym do prowadzenia ludzi niewidomych.
Zauważyłem, że David nie jest tu zbyt poularny. Ludzie go nazywają „kablem”, bo podobno o wszystkim mówi strażnikom.
Pewnie tak jest, ale mnie to guzik obchodzi. Ja tam nie mam nic do ukrycia. Ludzie palą papierosy, palą trawkę itd – to nie moja sprawa.
Ktoś mi też dzisiaj powiedział – Adrian – że podobno David w poprzednim więzieniu zabił krzesłem swojego ziomka z tej samej celi.

I że zjadł jego mózg. Boże!!! Wyobrażasz to sobie?
I to jest moje obecne towarzystwo.
Kiedy o tym myślę, to mój umysł tego nie potrafi nawet przetwożyć.
I nie wiem czemu, ale chyba wierzę temu Adrianowi, w końcu David jest zamknięty w więzieniu od 1950 roku.
To jest po prostu czyste szaleństwo. I tak naprawdę to jest to przerażające. A co, jak on mnie tutaj kiedyś zaatakuje tak bez powodu?
Chociaż z drugiej strony, nie byłoby to takie złe – byle by to zrobił szybko, tak żebym nie czuł bólu za długo.
I jeśli chce zjeść mi mózg potem – smacznego – nic mnie to nie obchodzi w sumie.
Zmęczony jestem życiem. Żeby tak można było wyłączyć jakiś przycisk, żebym już nie istniał. Czyż nie byłoby wspaniale?
Niedawno rozmawiałem z tą pielęgniarką, która mi daje tabletki antydepresyjne.
Trochę się o mnie martwiła, powiedziała mi, że muszę coś znaleźć, co pozwoli mi przeżyć te 3 lata tutaj.
Dlatego pomyślałem o tym malowaniu w mojej celi.
Poza tym mają tutaj taki program utraty wagi na siłowni – może się tam zapiszę. Mają 3 sesje w tygodniu.
Prowadzą specjalne ćwiczenia dla tych, co chcą zrzucić wagę.
No i to jest zaliczane do edukacji, więc dostaję za to pieniądze – nic nie straciłbym z moich 7 funtów na tydzień.
Już trochę kilogramów zrzuciłem, ale jeszcze wiele by się przydało stracić. Może się na to zapiszę.
W tej chwili te tabletki antydepresyjne mnie tak osłabiają, że na nic nie mam siły.
Nie wyobrażam sobie ćwiczyć.
Jest tu taki facet Graham, mały i szczupły, który non stop biega na podwórku. Jak robot. Może bym też kiedyś spróbował.
Choć pewnie nigdy mi się nie uda przebiec za dużo.
C, nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym być znów na wolności.
Mam tak dość tego miejsca.
Chciałbym znów poczuć się jak człowiek.
Kocham cię.
Na zawsze twój,
Sebastian

Comments